Wewnątrz czaszki istnieje drugi wszechświat.
Największy i najbardziej przerażający dom.
Szpital Królestwo
____________________
Ciemne pomieszczenie wypełniło się przerażającym śmiechem dziwnego mężczyzny. Zimne kamienne ściany delikatnie zadrżały, jakby ze strachu; jak gdyby chciały przekazać tragiczną powagę sytuacji. Jedno z luster gwałtownie spadło, roztrzaskując się o porcelanową umywalkę, na której można było dostrzec wężowy ornament.
Karzeł stał obok potłuczonego zwierciadła, nie poruszając się. Ogromny hałas nie zrobił na nim wrażenia. Jakby miał całkowitą wiedzę o wszystkich nadchodzących niebezpieczeństwach; świadomość dotyczącą życia i śmierci. Pewność, że w tej chwili nic mu nie grozi. I przekonanie, że coś strasznego dzieje się z kimś innym.
- Śmierć - powiedział mechanicznym tonem, wpatrując się wprost na Hermionę. Dziewczyna wciąż była przerażona obecnością karła, jednak z czasem nauczyła się zachowywać spokój. Miała dziwne wrażenie, że mężczyzna nie chce jej skrzywdzić, wręcz przeciwnie - chce jej pomóc. Tajemnicą wciąż pozostawała jednak tożsamość karła i... jego wątpliwa egzystencja. Dziewczyna czuła się tak, jakby miała styczność z osobą, która już od dawna nie istnieje i za nic w świecie nie potrafiła tego racjonalnie wytłumaczyć.
- Czarna śmierć za złotym postumentem - szepnął, a jego oczy niespodziewanie wypełniły się strachem.
- Śmierć? - zapytała zachrypniętym głosem.
- Nadchodzi - odpowiedział cicho, otwierając szeroko oczy.
- Co masz na myśli?
- Nadchodzi - powtórzył i złapawszy się za żebra, upadł na ziemię. Hermiona podeszła do niego, a dźwięk jej ciężkich kroków odbił się echem od kamiennych ścian. Mogłaby przysiąc, że przez długą chwilę słyszała głośne bicie swojego serca, które niemalże wyskakiwało z piersi.
- Kim jesteś? - zapytała, stojąc nad wijącą się z bólu postacią.
- Czarna śmierć... - zaczął, zaciskając zęby - za złotym postumentem.
Mężczyzna podciągnął kolana pod brodę i zacisnął oczy, łapiąc się za czoło.
Hermiona kucnęła, starając się znaleźć jakiekolwiek rozwiązanie. Delikatnie dotknęła dłoni karła i w ułamku sekundy poczuła przechodzące przez jej ciało uczucie gorąca. Potwornego gorąca; jak gdyby płomienie ognia przeszyły jej skórę i paliły od środka.
- Co mam zrobić? - Przerażona dziewczyna wpatrywała się w karła, czekając na wskazówkę. Pomimo przerażającego bólu starała się zachować zimną krew.
- Ratuj - wyszeptał, delikatnie uchylając oczy. Hermiona zacisnęła dłoń na różdżce, jednak żadne zaklęcie uzdrawiające nie miało nawet najmniejszej szansy poprawy sytuacji.
- Ratuj... - zatrzymał się na moment i spojrzał na dziewczynę łagodnym wzrokiem. - Ale nie mnie.
***
- Znowu mi się śnił - powiedziała Hermiona przechadzając się nerwowo po Pokoju Wspólnym Ślizgonów.
Zimowe światło słoneczne nieśmiało przebijało się przez taflę jeziora, pukając delikatnie w ogromne okna pomieszczenia.
- Kto? - zapytał zmieszany Draco, zwierając przewlekle. Założył ręce za głowę i wyciągnął przed siebie nogi. Po chwili poczuł, jak tuż obok niego skórzana kanapa ugina się pod ciężarem dziewczyny.
- Och! Obudź się wreszcie! - krzyknęła brązowowłosa, szturchając Malfoya łokciem w żebra.
Ten wzruszył tylko ramionami i spojrzał przepraszająco na kompankę.
- Karzeł. Mówił o śmierci.
- I myślisz, że ten dziwak, który zapewne nawet nie istnieje, może mieć rację?
- Sama już nie wiem... To wszystko chyba powoli zaczyna mnie przerastać - odparła, osuwając się niedbale na kanapie.
- Coś jeszcze mówił?
- Wspominał o złotym posągu. Myślałam już o tym, ale jedyny postument o takim kolorze znajduje się w Ministerstwie Magii. Co my mamy mieć z tym niby wspólnego? Powiedz mi, Draco, czy ja już zaczynam wariować, czy to wszystko wokół staje się coraz bardziej nienormalne? - zapytała dziewczyna, kładąc sobie na kolanach Krzywołapa, który najwyraźniej postanowił iść jej tropem aż do Pokoju Wspólnego Slytherinu.
- Ja też się w tym gubię. Przylecieliśmy tu, żeby znaleźć jakąś durną roślinę dla Dumbledore'a, a w międzyczasie stało się jasne, że to zadanie jest wypełnione niespójnościami i tysiącem różnych zagadek. Wejście do Komnaty? Czarna skrzynka? Karzeł wyrwany żywcem z przeszłości? To wszystko nie ma najmniejszego sensu i oboje o tym wiemy. Żeby tego było mało, lada dzień możemy się spodziewać ataku Śmierciożerców. Przecież to logiczne, że mój ojciec prędzej czy później zorientuje się, co chciałem zawrzeć w liście.
- Utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że cały świat oszalał. Co by się teraz nie wydarzyło, będzie marnym pocieszeniem. - Hermiona westchnęła głośno, przesuwając się do pozycji siedzącej.
Krzywołap zeskoczył z jej kolan z ogromnym wyrzutem. Bo kto w takiej sytuacji myślałby o porcji pieszczot, której domagał się zwierzak?
- Bez sensu - podsumował krótko Draco, odgarniając z twarzy swoje blond włosy.
- Od paru dni próbuję połączyć wszystko w logiczną całość, ale tutaj naprawdę nic nie trzyma się kupy. Dumbledore nie dał nam żadnych wskazówek.
- Pewnie sam nie wie, jak się z tym uporać. Stary...
- Chyba! - krzyknęła Hermiona, wstając gwałtownie z kanapy. - Chyba, że po prostu nie dostrzegliśmy faktów, które on nam wysyła.
- Naprawdę oszalałaś.
- Nie, Draco. Posłuchaj. Dobrze wiesz, jakim człowiekiem jest Albus Dumbledore. Możesz go lubić bądź nie - nie obchodzi mnie to, ale musisz przyznać, że to człowiek nad wyraz inteligentny.
- No dobra, jakieś wnioski?
Krzywołap podszedł powoli do ogromnego kominka umiejscowionego w centrum pokoju. Draco nie zdążył jeszcze rozpalić ognia, więc kot mógł bez żadnych przeciwwskazań wejść do wewnątrz i obwąchać każdy możliwy kąt.
- Mam na myśli to, że Dumbledore zapewne dał nam całą masę wskazówek, których my po prostu nie dostrzegliśmy.
- Jasne, rozumiem, pytałem, czy masz na myśli coś...
Głośne prychnięcie Krzywołapa przerwało chłopakowi wypowiedź w pół zdania. Hermiona podbiegła do niego przerażona i spostrzegła, że kot przeraźliwie wygina grzbiet do góry i prezentuje ostre zęby.
- Krzywołap! - zawołała wystraszona i wziąwszy kota na ręce zobaczyła w jego oczach ogromny strach. - Czegoś się przestraszył - szepnęła, gładząc miękką sierść zwierzaka.
Postawiła kota na ziemi i z ciekawością dotknęła zimnej ściany. Ceglany kominek miał w sobie coś czarno magicznego. Delikatnie przesuwała dłonie po ścianach, starając się dotrzeć do tego, co mogło aż tak bardzo przerazić Krzywołapa.
- Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał. Jestem pewna, że z tym kominkiem również coś nie gra.
- Nie popadajmy w paranoję, twój kot po prostu spanikował.
- Musiał mieć powód. Przecież nie znam go od dziś i wiem, że bez przyczyny nie obnaża zębów.
Draco wzruszył delikatnie ramionami, wyginając usta w nieokreślonym grymasie.
- Idziemy do Hogsmeade - rzucił blondyn, delikatnie oczyszczając atmosferę z obciążających ją emocji.
- Co? - zapytała zdziwiona Hermiona.
Hogsmeade? z Draco Malfoyem? Tego chyba byłoby już stanowczo za wiele.
Hogsmeade? z Draco Malfoyem? Tego chyba byłoby już stanowczo za wiele.
- Hogsmeade, Granger. Taka wioska, znajdująca się niedaleko Hog...
- Wiem, co to jest! Pytałam raczej, dlaczego mamy tam iść.
- Eh, Granger... Czekaj, jak ty to nazywasz? Wigilia Nowego Roku? Sylwester?
Hermiona uderzyła się w czoło i zaśmiała się pod nosem. Poprzez ostatnie wydarzenia kompletnie straciła rachubę czasu. Dzień, który wydawał się jej być momentem przełomowym całkowicie wyparował jej z pamięci. Nie miała pojęcia, dlaczego, ale ostatni dzień roku intuicyjnie uznawała za punkt kulminacyjny tego, co teraz ma miejsce.
Malfoy założył na koszulkę białą bluzę z kapturem, która idealnie pasowała do granatowych dżinsów. Widocznie po tylu dniach w zamku postanowił odłożyć elegancję na dalszy tor. Nie musiał już przed nikim zgrywać oschłego i wyniosłego arystokraty.
Cały strój pokrył dokładnie czarnym płaszczem, chowając do kieszeni różdżkę.
Bez słowa wyszli z pomieszczenia, udając się wprost do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
Hol główny przepełniony był wspaniałym światłem słonecznym, które coraz mocniej przedostawało się przez duże okna na górze ścian. Widok ten zdecydowanie zachwyciłby każdego, kto miałby okazję go podziwiać.
Niczym niezmącona cisza potęgowała uczucie wspaniałości. W zamku panowała równowaga, która kontrastowała z niespokojnym biegiem wydarzeń.
Kiedy dotarli wreszcie do portretu Grubej Damy, poczuli się odrobinę niezręcznie.
- Poczekam. - Draco przerwał ciszę, która wisiała między nimi od dłuższego czasu.
- Może wejdziesz? - zapytała Hermiona, wskazując palcem w stronę portretu.
- Decydujcie się, kochaneczki, nie mam całego dnia! - odezwała się nagle Gruba Dama, która układała włosy w małym, ozdobnym lusterku.
- No chodź! Diabelskie sidła - krzyknęła Hermiona, łapiąc Dracona za rękę.
- Młodzież... - Z portretu wydobyło się ciche westchnięcie.
- Co za wredna baba - szepnął Malfoy, po raz pierwszy w życiu przekraczając próg Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
- Słyszałam! - krzyknęła oburzona kobieta, głośno trzaskając ramą obrazu za plecami dwójki kompanów.
- No... Więc to tutaj spędziłam dużą część swojego życia - zaczęła nieśmiało dziewczyna, rozglądając się niepewnie na boki.
- Dziwnie tu. Inaczej - stwierdził blondyn, lustrując dokładnie każdy punkt dużego pomieszczenia, ozdobionego w barwach złota i czerwieni.
Zaproszenie Draco do Pokoju Wspólnego Gryfonów było ze strony Hermiony swoistym aktem zaufania. Czuła się dziwnie zdezorientowana, stojąc na środku pomieszczenia ze Ślizgonem. Ba - ów Ślizgon parę miesięcy wstecz przez kilka poprzednich lat zachowywał miano jej wiecznego wroga. "Wieczność" jednak - jak widać - nie okazała się wcale tak długa, jak pierwotnie mogłoby się wydawać.
Spojrzała na Malfoya i powolnym krokiem ruszyła w kierunku dormitorium.
- Poczekaj chwilę. - Hermiona uśmiechnęła się promiennie i wbiegła na górę po kamiennych schodach.
***
Mimo silnego zimowego słońca na dworze panował przeszywający chłód.
Hermiona i Draco poruszali się niespiesznym krokiem w kierunku wioski Hogsmeade z zamiarem zakupienia niezbędnych przedmiotów: napoje, przekąski i tysiące wesołych ozdób. Jeśli mają zrobić mugolskiego Sylwestra, nie może być mowy o jakichkolwiek czarach. Jedyną magią dzisiejszej nocy powinna być atmosfera, którą razem stworzą.
Dziewczyna owinęła się szczelniej szalikiem, aby zatrzymać przy sobie cenne o tej porze roku ciepło. Czuła się odrobinę skrępowana towarzystwem Dracona i przez całą drogę wymyślała wymówkę, w razie gdyby ktoś zapytał, co tu robią. No - przecież oficjalnie Hogwart jest zamknięty, a Hermiona i Draco wciąż pozostają wrogami.
Po wyjątkowo długim spacerze, podczas którego nie odezwali się do siebie ani słowem - najwyraźniej czując się jeszcze trochę nieswojo - nareszcie dotarli do celu.
- Rozdzielimy się. Kup wszystko, co uważasz za przydatne. Ja zrobię to samo. Spotkajmy się za godzinę w gospodzie Pod Świńskim Łbem i starajmy się, żeby nikt nas nie widział - powiedziała Hermiona władczym tonem, odwracając się na pięcie w stronę Miodowego Królestwa i machając w kierunku chłopaka.
Draco spojrzał na nią lekko osłupiały. Nie spodziewał się, że Granger przejmie nad wszystkim taką kontrolę. Z trudem jednak przyznał, że ani trochę mu to nie przeszkadzało - po prostu był zaskoczony. Nie miał pojęcia, od czego jest to zależne, ale wiedział, że gdyby ktoś inny zachował się względem niego w taki sposób, prawdopodobnie nie uszedłby z życiem.
We wnętrzu zimnego i oschłego Malfoya działo się coś dziwnego; coś, co wcale mu się nie podobało, ale nie miał już siły się przed tym bronić. Ostatnie wydarzenia wyssały z niego resztki energii i chyba nikt nie powinien mieć mu tego za złe.
Jeśli to właśnie jest jego przeznaczenie - nie będzie przed nim uciekać.
Hermiona uchyliła delikatnie drzwi do Miodowego Królestwa i spostrzegła, że nigdy wcześniej nie widziała tam takiej pustki. Tysiące kolorowych smakołyków ozdabiało duże pomieszczenie, jednak ludzi była zaledwie garstka. Z ogromnych półek patrzyły na nią kolorowe cukrowe misie, okrągłe lizaki, czekoladowe żaby, fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta i cała masa innych słodkości.
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie do sprzedawcy, witając go krótkim, acz grzecznym "dzień dobry".
Przechadzając się pomiędzy regałami lustrowała każdy najmniejszy szczegół, jak gdyby była tu po raz pierwszy. Nie ulegało wątpliwości, że to miejsce przez wszystkie lata swojej świetności było tak niesamowite, że nawet przy setnej wizycie nie traciło swojej magii.
Wybrawszy sporą ilość słodyczy i zapłaciwszy za nią niemałą ilość galeonów, wyszła z Miodowego Królestwa, kierując się w stronę sklepu z ozdobami.
"Magia estetyki" mieściła się w niewielkim budynku na końcu głównej ulicy Hogsmeade. Była czymś w rodzaju mugolskiej pasmanterii, wzbogaconej dodatkowo o różnokształtne balony, ozdobne lampki, niewielkie porcelanowe figurki, czy wazony.
Hermiona rozglądała się gorączkowo po asortymencie sklepu, jednak nie znalazła absolutnie niczego, co w pełni zadowoliłoby jej gust.
Po odwiedzinach trzech kolejnych sklepów, po kilku ukradkowych spojrzeniach Dracona, którego to mijała praktycznie w każdej alejce i po ogromnej ilości straconego czasu, zrezygnowana dopuściła do siebie myśl, że będą musieli skorzystać z Pokoju Życzeń.
I jak tu żyć bez magii?
***
Z ogłoszeń parafialnych przypominam, że pytania można zadawać mi tutaj i informuję, że ostatnio zdarzyło mi się pojawić na blogu modowym koleżanki, o tutaj. :)
Mam nadzieję, że notka Was nie zawiodła. :)
Kiedy Draco wszedł do gospody, zaskoczyła go absolutna ciemność. Nigdy wcześniej nie odwiedził tego miejsca i teraz wiedział, dlaczego.
Niewielkie pomieszczenie pokryte było od stóp do głów grubymi warstwami kurzu, a kufle pozostawione na stolikach aż pękały ze starości. Przynajmniej mieli pewność, że tutaj nikt ich nie zobaczy. Żaden normalny człowiek nie przyszedłby do tej gospody na kufel piwa kremowego.
Niepewnie zamknął za sobą drzwi, pozwalając swoim szarym oczom przyzwyczaić się do braku światła. W rogu na samym końcu pomieszczenia zobaczył siedzącą Hermionę.
Odwiesiwszy płaszcz spojrzał na nią i powoli, ostrożnie ruszył w jej kierunku. Delikatnie mówiąc - na jej twarzy nie malowało się uczucie ogromnego szczęścia.
- Co jest? - zapytał, siadając na krześle naprzeciw dziewczyny.
- Nie znalazłam niczego, co uznałabym za przydatne. Albo przynajmniej ładne. Nic.
- O nie! - krzyknął Draco, teatralnie zasłaniając usta ręką i otwierając szeroko oczy. - I co my teraz zrobimy? - Spojrzał na Hermionę z miną zbitego psa, na co ta tylko roześmiała się wdzięcznie.
- Co podać? - zapytał starszy mężczyzna, który ukradkiem podszedł do ich stolika. Jego długa, siwa broda była chyba najjaśniejszym punktem całej gospody.
- Dwa piwa kremowe, jedno z imbirem - odparła dziewczyna, wpatrując się przenikliwie w kelnera.
Jegomość odszedł bez słowa, mrucząc coś pod nosem.
- Możesz mi powiedzieć właściwie dlaczego siedzimy w takiej obskurnej dziurze? - zapytał Malfoy, rozglądając się w prawo i w lewo.
- Zwróciłeś uwagę na kelnera? Pewnie nie, więc ci powiem. To Aberforth Dumbledore.
- Dobra, domyślam się, że to brat dyrektora. Tylko co nam to daje?
- W sumie to... Sama nie wiem - odparła Hermiona, wzruszając ramionami. - To chyba intuicja, w każdym razie coś zasugerowało mi, że powinniśmy tu być. Zresztą nieważne. Wciąż pozostaje jedna sprawa, która nie daje mi spokoju, Draco. Po prostu nie mogę się od niej uwolnić.
- Karzeł? - zapytał chłopak, jakby to było oczywiste.
- Karły, wszędzie karły - burknął kelner, stawiając na stoliku dwa kufle z piwem kremowym.
- Ale... To znaczy... Coś nie tak? - zapytała dziewczyna, starając się zachować grzeczność.
- Przez całe życie mam do czynienia z cholernymi karłami. Najpierw mój starszy brat przyjaźnił się z jakimś dziwnym facetem, który jak już się domyślacie - był karłem. Przerażający typ, zawsze miał w sobie coś nienaturalnego, nieludzkiego.
- Och, a jak miał na imię? Ten mężczyzna. Być może mówimy o tej samej osobie - zasugerowała Hermiona, próbując wyciągnąć jakiekolwiek informacje.
- Nie, na pewno nie... Tamten nie żyje od dobrych paru lat, jestem pewien, że nie chodzi wam o niego - odparł mężczyzna.
- Może jednak. Nie mamy pewności, że jeszcze nie zmarł - dopowiedział Draco, wpatrując się przenikliwie w Aberfortha. Hermiona przez chwilę wstrzymała oddech w oczekiwaniu, mając nadzieję, że imię karła okaże się być kwestią przełomową.
- Francis? Felix? Nie pamiętam, byłem wtedy tylko małym chłopcem. A do tego odkąd pamiętam bałem się karłów, więc starałem się trzymać od niego jak najdalej. - Bezradna dziewczyna opuściła głowę w dół. Kolejna ślepa uliczka.
- Dziękujemy bardzo - powiedziała brązowowłosa, pozwalając jednocześnie kelnerowi odejść.
- Intuicja, mówisz - szepnął Draco, kiedy starzec był już kilka metrów dalej.
- Och, wbrew pozorom ja też się czasami mylę! - warknęła Hermiona, patrząc na kompana nienawistnym wzrokiem.
Sączyli w ciszy piwa kremowe, zastanawiając się, jaki związek ze sprawą przedłużenia życia Dumbledore'a może mieć okropny karzeł. Był to człowiek skupiający w sobie wszelkie możliwe dziwności: przeraźliwy, wręcz nieludzki akcent, który z czasem przechodzi przemianę i staje się normalny; czerwony garnitur, gwałtowne gesty i nienormalna mimika twarzy.
- Naprawdę mnie to przeraża - szepnęła dziewczyna, dopijając resztkę swojego piwa.
Draco odstawił pusty kufel na stolik i spojrzał pustym wzrokiem na kompankę. On też boleśnie odczuwał fakt, że sytuacja jest wręcz irracjonalna, ale nie miał pojęcia, jak mógłby to wszystko rozwiązać. Każda zagadka to jeden skrawek nitki pociętej na setki małych kawałków.
W jednej chwili wstali, położyli na stoliku kilka galeonów i skierowali się do wyjścia. Zabrali z wieszaków kurtki, po czym ubrali się szczelnie z zamiarem powrotu do przytulnego zamku.
- Do widzenia! - krzyknęła Hermiona, nie okazując zawodu.
- Fawkes - szepnął mężczyzna, wpatrując się w dwójkę młodzieńców.
- Słucham? - zapytała dziewczyna, marszcząc brwi i podchodząc bliżej starca.
- Miał na imię Fawkes.
____________________
Och, mam nadzieję, że sytuacja z karłem odrobinę Wam się przejaśnia. :) Wiem, że cała sprawa nie jest jeszcze do końca oczywista, ale z czasem wszystko poskłada się w jedną całość, obiecuję. :D Chociaż jestem pewna, że większość z Was już się domyśla, o co chodzi. :-)Z ogłoszeń parafialnych przypominam, że pytania można zadawać mi tutaj i informuję, że ostatnio zdarzyło mi się pojawić na blogu modowym koleżanki, o tutaj. :)
Mam nadzieję, że notka Was nie zawiodła. :)